Coraz częściej czytam o turystach, którzy fotografują się nago w różnych znanych miejscach na świecie. Czasami uchodzi im to na sucho, a czasami wyczyn kończy się aresztowaniem, karą finansową i deportacją. Ostatnio taki finał miało niestosowne zachowanie turystów na najwyższej górze Malezji, która jest uważana za świętą w tym konserwatywnym, muzułmańskim kraju. W Ameryce Południowej miejscem najbardziej narażonym na profanację jest Machu Picchu.

Tak się składa, że Peruwiańczycy są bardzo wrażliwi na punkcie swojego najcenniejszego zabytku. To nie są tylko ruiny, to jest sanktuarium i miejsce święte. Niektórzy turyści z Zachodu zdają się tego nie rozumieć. Najwyraźniej uważają rozbieranie się w takich miejscach za zwykłą zabawę. Wszystko po to, żeby zrobić zdjęcie i zamieścić je na portalu społecznościowym. Nie ma co się oszukiwać , zdjęcie w ubraniu obejrzy garstka znajomych, a zdjęcie bez ubrania być może obiegnie świat. W czasach, kiedy miliony ludzi podróżują, robią zdjęcia i pokazują je w internecie, coraz trudniej jest się przebić ze swoimi. A pomysłowość ludzka nie zna granic. Dlatego obawiam się, że ta moda szybko nie przeminie.

Z takiego założenia wychodzą też peruwiańskie władze, które zaostrzają kontrolę w Machu Picchu i zastanawiają się, jak zapobiegać profanowaniu inkaskiego sanktuarium. Najbardziej radykalny pomysł jest taki, żeby turyści byli wpuszczani tylko z przewodnikiem. Obecnie przepisy nakładają taki obowiązek na grupy powyżej 20 osób. Mam wielką nadzieją, że to się nie zmieni. Znalezienie ustronnego miejsca i kontemplacja tego niezwykłego miejsca w ciszy i spokoju jest jednym z najbardziej niezapomnianych przeżyć, jakich można doświadczyć. Pojawianie się golasów w Machu Picchu może bezpowrotnie odebrać nam wszystkim taką możliwość.

Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek był w stanie upilnować 2500 turystów, którzy każdego dnia pojawiają się w ruinach. Ale władze mogą się skusić na tak radykalne rozwiązanie, jak zakaz zwiedzania bez przewodnika. Opinia publiczna jest oburzona i domaga się działań, a przy okazji można zapewnić lekką i dość dobrze płatną pracę setkom, jeśli nie tysiącom obywateli. Jedno jest pewne – masowa turystyka wymusza coraz więcej ograniczeń w najbardziej znanych miejscach na świecie. Jedyne, co możemy zrobić, to jechać tam jak najszybciej!