Słowo „kryzys” słyszymy niemal codziennie od kilku lat i chyba się już przyzwyczailiśmy. Jednak ten kryzys, o którym chcę napisać, dotyka dużego i ważnego kraju. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że wszystko jest i będzie dobrze. Pamiętam, kiedy na wycieczkach, które prowadzę jako pilot opowiadałem o sukcesach Brazylii pod rządami poprzedniego prezydenta Luli. Od kiedy skończył drugą kadencję i odszedł w 2011 roku, wszystko zaczęło się psuć.

Na pierwszy rzut oka, Brazylijczycy powinni spodziewać się pomyślnego roku 2016. Zbliża się karnawał (luty) a potem Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro (sierpień). Jeśli ktoś potrafi urządzać wielką zabawę, to właśnie Brazylijczycy. Z powodzeniem robią to co roku. Powinni być dumni, że po raz pierwszy w historii największa impreza sportowa świata zawita do Ameryki Południowej. W parze z Mundialem w 2014 roku miała zapewnić brazylijskiej gospodarce stabilny wzrost przez kilka lat. Ale tak się nie stało. Co gorsza, wygląda na to, że kraj stoi u progu gospodarczej i politycznej katastrofy. Agencje ratingowe obniżają ocenę wiarygodności kredytowej do poziomu śmieciowego. Rok 2015 dla gospodarki Brazylii zakończył się recesją, a prognozy na ten rok zakładają spadek PKB o 2.5-3% . Rok temu dolar kosztował 2.6 brazylijskich reali, dziś kosztuje ponad 4 reale. Rządząca koalicja zupełnie straciła wiarygodność w obliczu gigantycznego skandalu korupcyjnego w największej państwowej spółce Petrobras. Do tego w Kongresie szykuje się impeachment Pani Prezydent Dilmy Rousseff, która zaledwie rok temu rozpoczęła drugą kadencję.

Problemy Brazylii wynikają częściowo ze spadku cen surowców na globalnym rynku. Ale nie byłoby tak źle, gdyby Pani Rousseff i jej Partia Pracy nie zwiększała wydatków socjalnych, które bardzo powiększyły deficyt budżetowy. Weźmy emerytury – najniższa emerytura jest taka sama jak minimalna płaca. Nic dziwnego, że większość kobiet przestaje pracować w wieku 50 lat, a mężczyzn w wieku 55 lat. Przepisy pozwalają przechodzić na emeryturę po przepracowaniu odpowiednio 30 i 35 lat. Bardzo trudno jest odebrać przywileje, nawet gdy nie ma środków na ich dalsze finansowanie. Brazylijski skomplikowany system polityczny nie ułatwia podejmowania trudnych decyzji. Niskie progi wyborcze powodują, że do Kongresu wchodzi zbyt dużo partii (obecnie 28). To z kolei bardzo utrudnia znalezienie kompromisu.

Poprzedni prezydent Lula da Silva również zwiększał wydatki socjalne. Ale zrobił to w taki sposób, że za jego dwóch kadencji 20 mln Brazylijczyków wyszło z biedy i zasiliło klasę średnią. To było wielkie osiągnięcie. Pochodził z klasy robotniczej i rozumiał potrzeby najbiedniejszych. Dilma Rousseff, którą zresztą sam namaścił na swojego następcę, nie potrafi kontynuować tej mądrej polityki. Ponieważ większość długu brazylijskiego jest w lokalnej walucie, raczej nie dojdzie do bankructwa. Prawdopodobnie dług będzie powoli topniał wraz z rosnącą inflacją (około 9% w 2015). Z punktu widzenia turysty, wzrost cen jak na razie nie jest odczuwalny, bo z nawiązką rekompensuje go spadek wartości brazylijskiego reala. Jeśli pojedziesz do Brazylii teraz, to na pewno wydasz mniej niż rok temu.