Podniebne_metro_La_Paz

Ostatnio miałem przyjemność przejechać się niezwykłym metrem w La Paz, stolicy Boliwii. Gwoli ścisłości od razu dodam, że konstytucyjną stolicą jest Sucre, ale faktyczną właśnie La Paz. A dlaczego niezwykłym? Dlatego, że funkcję metra pełni kolejka linowa, która od zeszłego roku funkcjonuje w tym mieście. Jest to największy taki system na świecie, składający się na razie z 3 linii, ale już trwają prace nad kolejnymi sześcioma liniami. Wszystko po to, by połączyć ze sobą nie tylko poszczególne dzielnice La Paz, ale również sąsiadujące ze stolicą miasto El Alto. Mieszka tam w sumie około 1,6 miliona mieszkańców, a 350 tysięcy każdego dnia podróżuje pomiędzy obydwoma miastami. Do tej pory nie była to podróż ani łatwa, ani przyjemna. Winna jest topografia terenu, bo La Paz leży w głębokiej dolinie, a El Alto na płaskowyżu bezpośrednio nad La Paz. Drogi łączące oba miasta są kręte i wąskie, bo inaczej po prostu się nie da. Pojawienie się kolejki linowej to była prawdziwa rewolucja, która na dobrą sprawę dopiero się zaczęła.

Pomysł podniebnego metra pojawił się już dawno, bo w latach 70. ubiegłego wieku. Ale wtedy na planach się skończyło. Sprawa kolejki linowej łączącej La Paz z El Alto powróciła ponownie w latach 90. Niestety, nie udało się rozwiązać kilku spornych kwestii, takich jak wysokich cen biletów i małej przepustowości planowanej kolejki. Wielu osobom nie podobało się też, że stacja miała powstać obok bazyliki św. Franciszka. Ponadto jedna z partii politycznych protestowała przeciwko spodziewanej utracie miejsc pracy wśród kierowców komunikacji publicznej i utracie prywatności w domach, nad którymi miały jeździć wagoniki. Jednak projekt powracał jak bumerang, bo z czasem usprawnienie transportu pomiędzy La Paz i El Alto stawało się wręcz niezbędne. Coraz większa liczba samochodów powodowała korki, zanieczyszczenie i hałas. Na podróż mieszkańcy przeznaczali coraz więcej czasu i pieniędzy. Ponadto rosło zużycie benzyny, która w Boliwiii jest mocno subsydiowana. Dlatego w 2012 roku prezydent Boliwii Evo Morales przeforsował w parlamencie odpowiednią ustawę i zaprosił do współpracy burmistrzów miasta La Paz i El Alto, a także gubernatora całego departamentu. Ponieważ miasta nie były w stanie udźwignąć ogromnych kosztów, kolejka została sfinansowana z budżetu państwa i prace w końcu ruszyły. Realizacją ambitnego projektu zajęła się austriacka firma Doppelmayr. Pierwsza z trzech obecnie funkcjonujących linii została otwarta w maju 2014 roku i od razu zdobyła ogromną popularność. Nowoczesne wagoniki mieszczące 10 osób dają możliwość nie tylko szybkiej i komfortowej podróży, ale też nowego spojrzenia na miasto z lotu ptaka. Nie bez znaczenia jest przystępna cena biletu, który kosztuje tylko 3 boliwiany, czyli 1zł 60gr.

Jednak nie wszystkim taka rewolucja się spodobała. Najbardziej niezadowoleni są kierowcy taksówek i busów, które wożą pasażerów pomiędzy La Paz i El Alto. Wcześniej nie mieli konkurencji, a teraz boją się o swoją pracę. Z założenia metro miało zburzyć podziały i spowodować integrację różnych grup społecznych. Upraszczając – bogaci (głównie Kreole i Metysi) mieszkają w La Paz, a biedni (głównie Indianie) w El Alto. Bogaci na dole, a biedni na górze, czyli odwrotnie niż zazwyczaj. Ten fenomen jest spowodowany tym, że El Alto leży na wysokości ponad 4000 tys. metrów n.p.m. Każdy, kto był w wysokich górach wie, jak bardzo na takich wysokościach spada temperatura po zachodzie słońca. Właśnie dlatego bogate dzielnice znajdują się jak najniżej, czyli w południowej części La Paz. Wcześniej ta oaza spokoju i dobrobytu tylko z rzadka była odwiedzana przez mieszkańców El Alto. Droga była daleka, bo trzeba było pokonać różnicę wysokości ponad 1000 metrów. Ta bariera nagle przestała istnieć. Mieszkańcy bogatych dzielnic La Paz nie byli przygotowani na inwazję ludzi, którzy są co prawda obywatelami tego samego kraju, ale kulturowo są im zupełnie obcy. Na początku tego roku na portalach społecznościowych zaczęły krążyć zdjęcia, które pokazywały niewłaściwe zachowanie przyjezdnych z El Alto w jednej z galerii handlowych w bogatej dzielnicy Irpavi. Zamiast robić zakupy, Indianie po prostu rozsiadali się na podłodze. Na zewnątrz centrum handlowego pojawili się moblini sprzedawcy, a śmieci przestały się mieścić w śmietnikach. Władze stanęły jednak po stronie rdzennej ludności, która stanowi 60% mieszkańców kraju. Są to głównie Indianie Aymara i Keczua. Jeden z wiceministrów powiedział, że niektóre komentarze pod zdjęciami są rasistowskie. Stwierdził, że nie można krytykować Indianki siedzącej na podłodze, bo to jest częścią jej kultury. W ten sposób ma kontakt z Matką Ziemią (Pachamamą). Dlatego władze poleciły umieścić w widocznych miejscach tabliczki przypominające o tym, że w Boliwii obowiązuje prawo zakazujące wszelkiej formy rasizmu i dyskryminacji.

Zapytałem znajomą Boliwijkę, która mieszka w bogatej części La Paz, co myśli o kolejce linowej. Powiedziała, że bardzo jej się podoba ze względu na wspaniałe widoki i zwróciła uwagę na to, że z góry doskonale widać podziały społeczne. Domy zmieniają się stopniowo od najbiedniejszych do tych „w stylu Holywood”, jak to określiła. Boliwia jest krajem wielokulturowym i bardzo podzielonym. Wygląda na to, że podniebne metro przyczyni się do zmiany tego stanu rzeczy. Czy na lepsze? Mam nadzieję, ale tylko czas pokaże, czy to zbliżenie mieszkańców El Alto i La Paz wyjdzie im na dobre.